wyobraźnia

Piotr Szulkowski

Wyobraźnia, która równolegle rozwija się we mnie, określiła proces twórczy. Ten nieodzowny czynnik, zawsze zakotwiczony w kreatywnej głowie człowieka, dający nieograniczoną energię mocy budowania.

Według definicji słownika języka polskiego wyobraźnia jest zdolnością tworzenia w myślach rozmaitych obrazów, historii. Według Arystotelesa to wyższa czynność psychiczna, która pozwala nam tworzyć w myślach różne formy. Filozof określał tę czynność jako „mimesis“, czyli zdolność do naśladownictwa, i umiejscowił między myślami, a zmysłami. Bardzo ciekawe stwierdzenie wygłaszali między innymi Albert Einstein, czy chociażby Napoleon Bonaparte. Uważali oni, iż wyobraźnia jest o wiele bardziej ważna aniżeli wiedza, ponieważ wiedza jest ograniczona, natomiast wyobraźnia nie zna granic.  

To właśnie współistnienie w umyśle człowieka wiedzy i wyobraźni daje początek wszystkim wynalazkom. Dzieła artystyczne także mają taką genezę. Stają się wielkie dzięki wyobraźni artysty. Sam Arystoteles określa wyobraźnię jako zasadę naśladownictwa natury. W efekcie wyobraźnia to umiejętność wyobrażania sobie różnych rzeczy, które w rzeczywistości są mało prawdopodobne. W gruncie rzeczy umysł ludzki powołuje więc do życia nową, wcześniej nieistniejącą wartość. Michał Anioł Buonarroti wierzył, iż kształt może być ukryty w bloku marmuru, gotowy by go uwolnić. Ten genialny artysta potrafił wyobrazić sobie postać Dawida. André Breton, francuski pisarz, krytyk sztuki i teoretyk surrealizmu zwrócił się do wyobraźni w „Manifeście surrealizmu“ z 1924 roku

„Droga wyobraźnio, najbardziej w tobie kocham to, że nie przebaczasz“.

Moja praca nad środkiem wyrazu, który miałem zamiar rozwijać, także zrodziła się z pokładów wyobraźni. Wyobraźni pobudzonej również przez wielogodzinne obserwacje tafli wody, które wprawiały mój umysł w pewien rodzaj hipnotycznej kreacji. Ten stan mógłbym określić jako coś pomiędzy rzeczywistością a snem. Psychologia określa to jako jawę, czyli stan świadomego i celowego reagowania na bodźce zewnętrzne. Dochodzi tutaj czynnik rozmarzenia, a to oznacza utratę poczucia realności, stan pośredni między jawą a snem. Wyobrażałem sobie, że mógłbym wymyślić pewien rodzaj znaku, śladu, który pochodziłby, a w zasadzie zostałby wyciągnięty, z otaczającego mnie świata i następnie przeinterpretowany przez moją wyobraźnię. 

Za pomocą tego znaku mógłbym zbudować wszystko – płaszczyzny, przestrzenie, linie… Mógłbym także porównać go do procesu kreowania takiego monomeru, czyli cząstki, bądź po prostu elementu potrzebnego mi do stworzenia osobistego świata z powtarzających się rytmów, świata, który jest ściśle zainspirowany naturą. Władysław Strzemiński w swojej „Teorii widzenia“, uważał, że, „rytmy człowieka“ są „częścią natury“, a „do zobaczenia świata potrzebny jest człowiek, który widzi“* Określił to jako „wzrokową definicję człowieka”:  

„Dzięki rytmizacji, wtopieniu rytmów biologicznych w obraz widzianego świata – wyczuwamy obecność żywego pulsującego, oddychającego, reagującego człowieka w oglądanym świecie“ to „łączność i współzależność całej materii świata – żywego, materialnego człowieka z niej nie wyłączając“ 

W książce Adriana Frutigera pt. „Człowiek i jego znaki“ w rozdziale „Obrazowanie naturalistyczne“ mistrz tłumaczy, że

„obraz fotograficzny jest w zasadzie niczym innym, jak wsparciem wizualnym, za pomocą którego patrzący odtwarza własne wewnętrzne skojarzenia, za każdym razem inaczej, i w ten sposób nadaje informacji sens.“

„Większość graficznie odtwarzanych obrazów to próba odwzorowania lub zdarzeń przyswajanych (najczęściej w sposób fotograficzny) w mniej więcej tych samych warunkach, w jakich je wzrok ludzki jest zdolny zatrzymać w okamgnieniu. Reprodukcja lub odwzorowanie traci przy tym trzeci wymiar, głębię, które dzięki perspektywie i efektom świetlnym przekazane są później jako złudzenie. W wielu przypadkach zatraca się też barwa, więc przekaz informacji musi zadowolić się kontrastem czarno-białym i gradacją półtonów“. 

W zamierzeniu miałem również chęć, aby ten ślad był tożsamy ze mną. Miał ukazywać i wyrażać moje cechy charakteru: ekspresję, delikatność, wyczucie użycia, mądrość niedopowiedzenia. Jednym słowem – miał przedstawiać mnie.